W gnieździe uplecionym z rzeczyprzypadkowych zamieszkał młody człowiek i karmi chorobę wielkim głosem.
Szerszeń krąży nad gniazdem, niech go strzegą gładkie elipsy myśli, niech nie zderzają się z sobą orbity na głową. W aureoli z bzyczących owadów, natrętnych myśli, układa każde słowo na nowo.
Nikomu nie udało się tam wejść, mimo, że był wpuszczony. Logika gnie się w kolanach z gumy, odbija się od ściany. Zanim zapukasz- porzuć miliony lat, którymi masz wybrukowane w głowie, tepasujące kostki DNA złożone w funkcjonalny wzorek.
A gdy zapętlą się wątki ( a tak się stanie) i porwą się
nitki w głowie, coś za włosy pociągnie go do krzyku, przesunie głosem po podłodze. Zapadną się obrysy,spłyną smugi po ścianie, a gniew człowieka obróci się przeciw tobie.
Będziesz musiał odejść z garścią domysłów gubiąc je na schodach, nieprzydatne, skulone w sobie.
Pola mieszka za szafą .Pochodząc pukamy. Hej, Pola gdzie się skryłaś?-
odpowiada Pola i szuka siebie wokół
, przygląda się ścianom.
Trzeba przejść przez dwie bramy. Pierwsza ma dwa skrzydła. Anioł rozkłada ramiona skrzypiąc zawiasami. Potem suchy korytarz. Ciemno. Długa droga. Drewniana podłoga skrzypi i chwieją się ściany.
Druga brama jest pusta, ma otwarte oczy. Oczy zarosły drewnemi patrzą do tyłu. Nie ma przejścia. To wszystko jest zamknięte w sobie Nie ma klamek i
znaków. I żadnej szczeliny. Jedynie w słojach drzewa czas zostawił ślady: blizny po dorastaniu, obręcze na szyi. Miazga narosła powoli a ściany zgęstniały W miąższu drzewa jak syrop przeciągną się soki, ugrzęźniemy w domysłach- gdzie skryła się Pola?
Ola jest schowana za ruchem. Ruch ją odgradza od świata. Jest mocniejszy odrąk,
które ją trzymają, bo można przyczepić do ziemi jej ciało, ale Ola nie wyjdzie. Krąży po orbitach między synapsami. Brak łączności z ziemią. Sygnał jest za słaby. Z oddalidochodzą dźwięki zamkniętej zabawy.
*
Paulina
Paulina wtopiona w
bazaltową figurkę przeciera oczy,rozpruwa kamień jak bibułkę długimi rzęsami,filtruje światło do ścieżki, którą wykuli w niej ludzie. A ścieżka jest lekko przymknięta i wije się jak tunel. Na zboczach wiszą słowa odwrócone plecami. Paulina urywa skrawki zdań ze ściany. Pod nimi wyryty relief,zatarty szyfr w kamieniu opowiada urywki z księgi rodzaju ludzkiego.
Powietrze wisi jak szmata a tępy nóż przeciął ciszę.
Świat rozpołowił się w głowie, a strużka myśli wycieka
tam gdzie brudna jest ziemia, gdzie mętne niebo wypływa,
gdzie stoją rzeki i łąki, gdzie czas kiwa się na boki.
Mieszka tam Melancholia- bogini od zniechęcenia.
W pradolinie po płaczu, w rozległej dolinie smutku
czas jej mija do tylu, rozwija szare bandaże,
aż odsłoni się rana . Ból już dawno nie parzy.
Poniżona przez bogów, żeby trwała bez celu
uparcie stoi w miejscu. Wrasta w siebie jak drzewo,
aż zdrewnieje do końca. Nigdy nie pyta dlaczego.
Dlaczego? Są takie miejsca wymarłe, gdzie pytań
nikt nie stawia. Są takie miejsca jak sama
odpowiedź do pytania, którego nikt nie zadał.
Codziennie odpinam z wprawą klamry słowa od znaczeń.
Składam zestaw podróżny: odrzucam bagaże
- życiowy tobół, myślenie według kalendarza,
Wywalam prawdę ( bo ciężka, każde słowo waży)
Biorę czujność, teleskop (żeby widzieć dalej)
Czułość ( będą pytania ), mapę uczuć( bo błądzę)
Wyruszam w kosmos z synem, tam skąd przybył do mnie.
W kosmosie ziemia nie ciąży. Fruwamy nad światem.
On mówi w języku polskim pozbawionym nacji.
Przybył do niego i osiadł jak język wszechświata,
migruje po znaczeniach- słowa są przenośne,
zdania są jak pułapki, pojęcia zbyt wąskie.
Wszystko, co umiem nazwać jest jak fresk na tynku,
Wystarczy krzyknąć w kosmosie, aby spadł ze ściany.
Kulejąc o własnych myślach wciąż podążam za nim.
Dochodzimy do sedna gdy się spotykamy.
Dyskalkulia nie jest bóstwem z Chaosu,
choć żyje tam na wygnaniu.
Została przepędzona z krainy Abstrakcji
z powodu bluźnierstw rzucanych
na jejDoskonałość Matematykę.
Zabrali jej cyfry, miary i wagi, zabrali jej zegarek i sznurek,
żeby nie zrobiła takiego głupstwa jak człowiek
-główny księgowy w celi
w rubrykach "winien" i "ma"
liczący na coś więcej.
Dyskalkulia- bogini nieładu
widzi inny porządek świata.
Chodzi nad brzegiem morza,
nie wierzy liczbom i na nic nie liczy.
Przesypuje piasek w dłoniach
i widzi każde ziarenko z osobna.
Obok leży martwa mucha,
pojedyncza i skończona.
Egzemplarz życia i śmierci w jedności ze sobą.
W morzu niezliczona ilość kropel
szumi jednym głosem.
Dyskalkulia patrzy i widzi,
że codziennie zachodzi słońce.
Wykradanie Swiat ma wiele pięter i swoje podziemia
Zabieranie dziecka odbywa się
powoli. Czas ma blade palce, długie jak
kłącza chciwej byliny. Podziemny wysłannik światła z
chorobliwej hodowli umie je wyplątać ze świata. Odciąć
od ziemi. Złapać. Zasadzić jego umysł, aż wypuści korzenie. A ciało porzucić ludziom jak łuskę
zdjętą z nasiona.
Aż w końcu budzisz się z pustym dzieckiem. Jego myśli wrosły w inną ziemię, jegosłowa -bez drzwi, oczy - zamurowane pokoje.
Nie wiadomo kiedy zabrało je coś, co rośnie jak nowotwór- bez światła, powietrza i wody i toczy do końca innym życiem.
I wtedy myślisz o tym, aby wniknąć
w ziemię, przepłynąć miąższ kamienia, przejść na drugą stronę. Wejść tam, gdzie inne piętro
świata, gdzie jego podziemia, gdzie rosną dziwne rośliny w języku życia, które mówią do dziecka w
nieznanej mowie.
Chcesz dostać się tam, wykraść
swoje dziecko, na nowo wyłuskać z kosmosu ,otoczyć słowami. Chcesz wejść tam , gdzie rozdziela was jego choroba. Nie wiesz jeszcze, że możesz przejść na jego stronę. Lecz nie ruszaj się z miejsca. Kochaj
i bądź przy nim.
Oto krok w stronę świata W stronę kociego burczenia w brzuchu Wysiłek zatrzymania myśli Mocowanie się z lokomotywą Odszukanie miejsca okoliczności czasu
Rozpoznać kota Zlokalizować miauczenie Szybka translacja skutku na przyczynę Decyzja Kiełbasa Nóż Miska Uśmiech
Michał jesteś wielkim człowiekiem Nie tylko dla kota
Było dwoje dziwaczków Mieszkali pod krzaczkiem Ona była dziwaczką I on był dziwaczkiem Mówili w języku roślin Kreśląc kształty w przestrzeni I coraz wyżsi rośli Jak inne płodyziemi echo la echolalia
Ale bajka lubisię gmatwać i jak szkło zazgrzytać Zesłać
wilka rymy pogubić
rytmem zamieszać Dysharmonia dysgrafia
i dyskalkulia Dysonans i dysharmonia
Teraz zamieszka tu trudność wszelaka Ładne będzie się bratać z brzydkim Proste z trudnym a czarne przykryje białe
Było dwoje
dziwaczków Mieszkali pod krzaczkiem Ona miała padaczkę A on był dziwaczkiem echo la echolalia dyskalkulia alalia
Pojedziemy do Nikąd Jutro albo wczoraj Nieważne co ważne Żeby Nikąd znaleźć Bo nie wiem czy wiesz gdzie to jest Nikąd jest wszędzie Gdzie nas nie będzie
Ale może znajdziesz dla nas Nikąd nasze Odszukasz do drzwi Nikąd zapukasz Wrócisz po mnie żebym nigdy nie była z tobą Żebym donikąd
indziej nie poszła już więcej Żebym nie znikła gdziekolwiek Gdzie bądź Gdzieniegdzie żebym nie była czasami Tylko w Nikąd Na zawsze
W małych miasteczkach wzdłuż ulic stoją
domki koślawe. Każdy ma daszek spadzisty i okien oczka
kaprawe. Każdy domek przy domku oparty boczkiem
o boczek stoi jak wierny przyjaciel . Klocek
wsparty o klocek. Dachy blaszane w anteny zdobne na
szczytach niedużych i pelargonie w oknach i rynny u stóp
kałuży. A w każdym oknie firanka,za firanką parapet. Na parapecie zwykle siedzi kot liżąc
łapę. Czasem sklepik się trafi , bramaspięta na kłódki, a za bramą podwórka, a za nimi ogródki. Każdy domek ma komin i piec węglowy
przy nim. Zimąw piecu się pali i wtedy komin dymi. Jak w układance z dominawzdłuż ulicy podparte stoją w rzędzie niziutkim równo
parterem w parter. A gdyby jakiś domek spróbować w górę
unieść i wyjąć go z szeregu - to chyba wszystko runie...
Inne dzieci mówią o niej ta Krysia co nie mówi ale ona nie wie o tym i nie odpowie Bo nie ma słów dla Krysi
AleKrysia dobrze wie co do niej mówi karuzela co obiecuje i czym kusi i że dotrzymać umie słowa
Na pewno ją weźmie wysoko i uniesie nad ziemię będzie jej mówić w języku karuzel że jest coś dobrego na świecie wirowanie i kręcenie śmiech i łapanie cienia I że życie życie jest dobre kiedy trochę zawróci w głowie
Mijam ją chyba czasem na ulicy.
Idzie spokojna i prowadzi wózek.
Wózek pnie się w górę. Dziecko rośnie.
Nic, co było otwarte nie jest zamknięte
Wyjście jest jedno, a dróg tysiące.
Chyba czytam jej listy w internecie.
Na forum dla matek pyta kiedy podać marchewkę?
Mąż jej mało pomaga, chce schudnąć pięć kilo,
czuje się zmęczona, chce wrócić do pracy,
a na razie ogranicza kontakty z teściami.
Niczego nie planuje, nie ma większych ambicji,
Tenis i jazda konna - przesada, angielski -tak,
to dzisiaj podstawa.
Żeby było szczęśliwe. Dobra szkoła. Kiedyś.
Kreatywność. Twórczość. Żeby było sobą.
Każde dziecko rozwija się w swoim tempie.
Einstein też nie mówił do trzeciego roku życia
Ona nie wie jeszcze.
Na razie cieszy się, że dziecko jest zdrowe
i ładnie przybiera na wadze.
Znam chłopca który nim zaczął mówić postradał słowa
Słowa nie trzymały się niczego Opadały jakstrzępki papieru podarte cudzą ręką
Padał śnieg padał deszcz padały słowa
Forma przechadzała się obok treści po ścieżkach wjego głowie gdzie wydreptała inny chaos niż ten który znamy
Któregoś dnia jakieś słowo wpadło mu do głowy i trafiło tam gdzie było światło Wypączkowałz niego świat na cienkiej łodydze i bujał się jak balon na nitce poruszany dźwiękami
Ludzie mówili żeto nic nie znaczy Że to echo odbity cień znaczenia zatykali mu oczy żeby nie szedł za nim odludną drogą
Ale to jedno słowo mówiło mu o wszystkim i ani słowa więcej jestem jesteś jestem
Dziś odegrała starą pantomimę, bez słów choroba przeszła jej
przez gardło.
Jej dzieciak w sklepie rozkrzyczał
się głośno (Rozstrzelać matkę !) Padło kilka
spojrzeń. I trup się ściele na podłodze ,dziecko głos ma donośny ,wali się po
głowie.
Pora zatańczyć, nim ją
podziurawią wszystkie końcówki statystycznych
pików, uwierać mogą - lecz nie na widoku.
Miotacz spojrzenia i głowa wysoko. Trudno, niech się drze, wszystko
pod kontrolą. Wrzaski łagodnie unisono ręką w tunel wprowadzić miękko głaszcząc głowę. Bardzo cię proszę uspokój się wreszcie
Dezorientacja sunie już po szynach z pytań co wiszą jak śledzie na
sznurku. Z każdego oka belka się wysuwa, ostro spojrzeniem wkłuwa się do środka: O co tu chodzi ? Czy skórę mu złoi?
W ostatnich krokach tego menueta przytulić dziecko i dostać od
niego w gębęna odlew I nic nie powiedzieć
Cisza zapadła się miękko w domysłach
Aaa, już wiadomo chore umysłowo
Zapłacić w kasie ,wyjść prosto po
linie, która wystaje z każdej pary oczu. Potem się potknąć na własnym
zakręcie. Zdjąć buty, cisnąć w obolałe serce.
Kiedy będziesz wysoko, pomiędzy
piętrami astukot moich butów umilknie na dobre - nie biegnij za mną, nie szarpklamek. Zejdę po schodach z twoim lękiem we mnie, zamkną miw oczachstrach o ciebie
A ja jużtylko w tobie przeplatać się będę, urywkiem szyfru w żyłach, kruchą
nicią w kodzie. Półnutą w innej partyturze, ukrytym dźwiękiem w kakofonii. Nie wiem jak wtedy ci odpowiem: Nie bój się, wszystko będzie
dobrze...