megi mikos

mój e-mail

wtorek, 03 kwietnia 2007
Gniazdo

W gnieździe uplecionym z rzeczy  przypadkowych
zamieszkał młody człowiek i karmi chorobę wielkim głosem.

Szerszeń krąży nad gniazdem, niech go strzegą gładkie
elipsy myśli, niech nie zderzają się z sobą
orbity na głową. W aureoli z bzyczących owadów,
natrętnych myśli, układa każde słowo na nowo.

Nikomu nie udało się tam wejść, mimo, że był wpuszczony.
Logika gnie się w kolanach z gumy, odbija się od ściany.
Zanim zapukasz- porzuć miliony lat, którymi masz
wybrukowane w głowie, te  pasujące kostki DNA
złożone w funkcjonalny wzorek.

A gdy zapętlą się wątki ( a tak się stanie) i porwą się nitki w głowie,
coś za włosy pociągnie go do krzyku, przesunie głosem
po podłodze. Zapadną się obrysy,  spłyną smugi po ścianie,
a gniew człowieka obróci się przeciw tobie.

Będziesz musiał odejść z garścią domysłów
gubiąc je na schodach, nieprzydatne, skulone w sobie.

środa, 07 marca 2007
Marzec

Była jak mały ptaszek na śniegu.

Blade pisklę na zziębniętych, sztywnych nogach-

miłość w marcu.

A marzec to histeryk.


Nie można liczyć na niego w kwestii spacerów.

Chodzili objęci lękiem.

Kiedy słowa nie wyklute jeszcze

i nie wiadomo czy coś z tego będzie- za wcześnie na jesień,

więc milczeli bardzo brzemiennie.


Patrzyli pod nogi, w kałuże.

Jeśli przymknąć oczy, można wyobrazić sobie,

że to dziury w ziemi wypełnione niebem po brzegi,

a na dnie leżą chmury w sinej przepaści.

Topili wzrok w swoich twarzach w wodzie,

odbitych jednym stemplem.


Myśleli, że spadają w przepaść, trzymając się za ręce.

W przemoczonych butach, wstępowali do nieba po kostki.


sobota, 11 listopada 2006
Ściany (część druga)


Pola

Pola mieszka za szafą .Pochodząc pukamy.
Hej, Pola gdzie się skryłaś?- odpowiada Pola
i szuka siebie wokół , przygląda się ścianom.

Trzeba przejść przez dwie bramy. Pierwsza ma dwa skrzydła.
Anioł rozkłada ramiona skrzypiąc zawiasami.
Potem suchy korytarz. Ciemno. Długa droga.
Drewniana podłoga skrzypi i chwieją się ściany.

Druga brama jest pusta, ma otwarte oczy.
Oczy zarosły drewnem i patrzą do tyłu.
Nie ma przejścia. To wszystko jest zamknięte w sobie
Nie ma klamek i znaków. I żadnej szczeliny.

Jedynie w słojach drzewa czas zostawił ślady:
blizny po dorastaniu, obręcze na szyi.
Miazga narosła powoli a ściany zgęstniały
W miąższu drzewa jak syrop przeciągną się soki,
ugrzęźniemy w domysłach- gdzie skryła się Pola?

Pola mieszka za szafą.
I w koronie drzewa.



piątek, 10 listopada 2006
Ściany ( część pierwsza )

Ola

Ola jest schowana za ruchem. Ruch ją odgradza od świata.
Jest mocniejszy od rąk, które ją trzymają,
bo można przyczepić do ziemi jej ciało, ale Ola nie wyjdzie.
Krąży po orbitach między synapsami. Brak łączności z ziemią.
Sygnał jest za słaby.
Z oddali dochodzą dźwięki zamkniętej zabawy.

*

Paulina

Paulina wtopiona w bazaltową figurkę
przeciera oczy, rozpruwa kamień jak bibułkę
długimi rzęsami, filtruje światło do ścieżki, którą wykuli w niej ludzie.
A ścieżka jest lekko przymknięta i wije się jak tunel.
Na zboczach wiszą słowa odwrócone plecami.
Paulina urywa skrawki zdań ze ściany.
Pod nimi wyryty relief, zatarty szyfr w kamieniu
opowiada urywki z księgi rodzaju ludzkiego.



piątek, 21 lipca 2006
Krajobraz z Depresją ( Melancholia)
Powietrze wisi jak szmata a tępy nóż przeciął ciszę.
Świat rozpołowił się w głowie, a strużka myśli wycieka
tam gdzie brudna jest ziemia, gdzie mętne niebo wypływa,
gdzie stoją rzeki i łąki, gdzie czas kiwa się na boki.

Mieszka tam Melancholia- bogini od zniechęcenia.
W pradolinie po płaczu, w rozległej dolinie smutku
czas jej mija do tylu, rozwija szare bandaże,
aż odsłoni się rana . Ból już dawno nie parzy.

Poniżona przez bogów, żeby trwała bez celu
uparcie stoi w miejscu. Wrasta w siebie jak drzewo,
aż zdrewnieje do końca. Nigdy nie pyta dlaczego.

Dlaczego? Są takie miejsca wymarłe, gdzie pytań
nikt nie stawia. Są takie miejsca jak sama
odpowiedź do pytania, którego nikt nie zadał.


środa, 19 lipca 2006
Mój syn jest kosmitą
Codziennie odpinam z  wprawą klamry słowa od znaczeń.
Składam zestaw podróżny: odrzucam  bagaże
- życiowy tobół, myślenie według kalendarza,
Wywalam prawdę ( bo ciężka, każde słowo waży)

Biorę czujność, teleskop (żeby widzieć dalej)
Czułość ( będą pytania ), mapę uczuć( bo błądzę)
Wyruszam  w kosmos z synem, tam skąd przybył do mnie.
W kosmosie ziemia nie ciąży. Fruwamy nad światem.

On mówi w języku polskim pozbawionym nacji.
Przybył do niego i osiadł jak język wszechświata,
migruje po znaczeniach- słowa są  przenośne,
zdania są jak pułapki, pojęcia zbyt wąskie.

Wszystko, co umiem nazwać jest jak fresk na tynku,
Wystarczy  krzyknąć w kosmosie, aby spadł ze ściany.
Kulejąc o własnych myślach  wciąż podążam za nim.
Dochodzimy do sedna gdy się spotykamy.
poniedziałek, 03 lipca 2006
Dyskalkulia
Dyskalkulia nie jest bóstwem z Chaosu,
choć żyje tam na wygnaniu.
Została przepędzona z krainy Abstrakcji
z powodu bluźnierstw rzucanych
na jej Doskonałość Matematykę.
Zabrali jej cyfry, miary i wagi, zabrali jej zegarek i sznurek,
żeby nie zrobiła takiego głupstwa jak człowiek
-główny księgowy w celi
w rubrykach "winien" i "ma"
liczący na coś więcej.

Dyskalkulia- bogini nieładu
widzi inny porządek świata.
Chodzi nad brzegiem morza,
nie wierzy liczbom i na nic nie liczy.
Przesypuje piasek w dłoniach
i widzi każde ziarenko z osobna.

Obok leży martwa mucha,
pojedyncza i skończona.
Egzemplarz życia i śmierci w jedności ze sobą.

W morzu niezliczona ilość kropel
szumi jednym głosem.
Dyskalkulia patrzy i widzi,
że codziennie zachodzi słońce.
wtorek, 06 czerwca 2006
Wykradanie


Wykradanie

Swiat ma wiele pięter i swoje podziemia

Zabieranie dziecka odbywa się powoli.
Czas ma blade palce, długie jak kłącza chciwej byliny.
Podziemny wysłannik światła z chorobliwej hodowli
umie je wyplątać ze świata. Odciąć od ziemi. Złapać.
Zasadzić jego umysł, aż wypuści korzenie.
A ciało porzucić ludziom jak łuskę zdjętą z nasiona.

Aż w końcu budzisz się z pustym dzieckiem.
Jego myśli wrosły w inną ziemię,
jego słowa - bez drzwi,
oczy - zamurowane pokoje.

Nie wiadomo kiedy zabrało je coś,
co rośnie jak nowotwór-
bez światła, powietrza i wody
i toczy do końca innym życiem.

I wtedy myślisz o tym, aby wniknąć w ziemię,
przepłynąć miąższ kamienia, przejść na drugą stronę.
Wejść tam, gdzie inne piętro świata, gdzie jego podziemia,
gdzie rosną dziwne rośliny w języku życia,
które mówią do dziecka w nieznanej mowie.

Chcesz dostać się tam, wykraść swoje dziecko,
na nowo wyłuskać z kosmosu ,otoczyć słowami.
Chcesz wejść tam , gdzie rozdziela was jego choroba.
Nie wiesz jeszcze, że możesz przejść na jego stronę.
Lecz nie ruszaj się z miejsca. Kochaj i bądź przy nim.


środa, 10 maja 2006
Słowniczek dla Michałka

Słowniczek dla synka:

"Ale" - samo nic nie znaczy, ale "ale" to też "lecz".

"Bo" - tłumaczy coś, co znaczy, że po "bo" już więcej wiesz.

"Coś" - tam znaczy, ale raczej trudno orzec w czym jest rzecz.

"Do" - do tego trzeba czegoś, albo kogoś co gdzieś jest.

"Ejże" - jako okrzyk miejże, gdy na Ciebie krzywo wejrzę.

"Fiś" - mieć fisia można, lecz- fiś nie może kogoś mieć.

"Gdyby" - jest to takie słowo, co poprzedza to i owo.

"Hm" - mruczenie lub chrząkanie. Łacniej nim zaczynać zdanie.

Nakarmić kota
Oto krok w stronę świata
W stronę kociego burczenia w brzuchu
Wysiłek zatrzymania myśli
Mocowanie się z lokomotywą
Odszukanie miejsca
okoliczności
czasu

Rozpoznać kota
Zlokalizować miauczenie
Szybka translacja
skutku na przyczynę
Decyzja
Kiełbasa
Nóż
Miska
Uśmiech

Michał
jesteś wielkim człowiekiem
Nie tylko dla kota
Koślawa bajka o zmienności losu

(Wiersz szyderczy i kiczowaty jak ona sama)

Było dwoje dziwaczków
Mieszkali pod krzaczkiem
Ona była dziwaczką
I on był dziwaczkiem
Mówili w języku roślin
Kreśląc kształty w przestrzeni
I coraz wyżsi rośli
Jak inne płody ziemi
echo la echolalia

Ale bajka lubi się gmatwać
                                               i jak szkło zazgrzytać
      Zesłać wilka
                                              rymy pogubić
                               rytmem zamieszać
        Dysharmonia
                                                  dysgrafia
                                                                     i dyskalkulia
Dysonans
                     i dysharmonia

                                             Teraz zamieszka tu trudność wszelaka
                                             Ładne będzie się bratać z brzydkim
                                             Proste z trudnym a czarne przykryje białe

Było dwoje dziwaczków       
Mieszkali pod krzaczkiem
Ona miała padaczkę
A on był dziwaczkiem
echo la echolalia
dyskalkulia alalia

zaginięcie sznurka

Puszczają zatrzaski w mózgu
Pęka mina
Trzaskają powieki
Uśmiech rozjeżdża się na boki
Balon pękł w uchu
Myśl zawisła na drucie

Uwaga
Błąd systemu
Przeciążona linia
Awaria

       Zaginął sznurek

System nie przewidział
Choroby w rodzinie
Skontaktuj się z serwisem

Wystraszona mysz
Przebiega po głowie
Co robić
Co robić
Od ściany do ściany

Otworzyć oczy
Poszukać świętej
Koczującej w pobliżu
Cierpliwości

Pozwól nam przeżyć pięć minut
I jeszcze pięć
A potem
Zobaczymy

Kołomyja (wiersz z głową za oknem pociągu)

Za oknem wisieć wzrokiem jak szmatą.
Cięgiem w przeciągu ciągać po drągu widok z pociągu.
W ciągu

Każdy widoczek furkocze, wiatr szmatą wieje, łopocze
Widok się wije, wiatr wilk zawyje.
Zębem się wbija żmija ,w to co przemija- jadem.
Jadę

W tyle lokomotywy monotonne motywy
toczą się oczom ,o coś łomoczą z mocą.
Tyle ich było i tyle , wszystkie zostały w tyle
I tyle

synestetyczne zabawki
KROWA

Czarna krowa kruczoczarna
Żarła ziarna kręcąc żarna

Zebra

Obok zebry żebrak żebrał
Zabrał zebrze pręgi z żebra

Żubry

Zrzędziły żubry nurzając się w życie
Że żucie zboża zubaża im życie

Do Niemożliwości

Pojedziemy do Nikąd
Jutro albo wczoraj
Nieważne co ważne
Żeby Nikąd znaleźć
Bo nie wiem czy wiesz
gdzie to jest
Nikąd jest wszędzie
Gdzie nas nie będzie

Ale może znajdziesz dla nas Nikąd nasze
Odszukasz
do drzwi Nikąd zapukasz
Wrócisz po mnie żebym nigdy nie była z tobą
Żebym donikąd indziej nie poszła już więcej
Żebym nie znikła gdziekolwiek
Gdzie bądź
Gdzieniegdzie żebym nie była czasami
Tylko w Nikąd
Na zawsze

Ślimacza historia

W szeleście liści zaślubiony,
w kruchym pancerzu swej chałupy,
ślimak obrączkę wziął od żony
i schował krążek do skorupy.

Wnet jego żona już przytęgła.
W żółte ździeblątko zawinięta,
pod jego oknem się wylęgła
i wywdzięczała swe pisklęta.

Ojciec ślimaczy drzemał gładko
nie zamieniwszy słowa z matką.
Że sen mu rozum przeinaczył,
to własnych dzieci nie zobaczył.

Po sennej marze odmamrany,
oczy wyściubił ze swej jamy
wprost na ślimacze ,małe ciałka
i ze wzruszenia cicho załkał.

Domki

W małych miasteczkach wzdłuż ulic stoją domki koślawe.
Każdy ma daszek spadzisty i okien oczka kaprawe.
Każdy domek przy domku oparty boczkiem o boczek
stoi jak wierny przyjaciel . Klocek wsparty o klocek.
Dachy blaszane w anteny zdobne na szczytach niedużych
i pelargonie w oknach i rynny u stóp kałuży.
A w każdym oknie firanka, za firanką parapet.
Na parapecie zwykle siedzi kot liżąc łapę.
Czasem sklepik się trafi , brama spięta na kłódki,
a za bramą podwórka, a za nimi ogródki.
Każdy domek ma komin i piec węglowy przy nim.
Zimą w piecu się pali i wtedy komin dymi.
Jak w układance z domina wzdłuż ulicy podparte
stoją w rzędzie niziutkim równo parterem w parter.
A gdyby jakiś domek spróbować w górę unieść

i wyjąć go z szeregu - to chyba wszystko runie...

Dziwadło

takie dziwadło urosło długie nogi ma patykowate

włosy ma sterczące oczy ptasie i pstrokate

pytał je ktoś jak się nazywa a ono w śmiech

i śmiało się długo długo po ostatni dech

trzeba było podnosić za ręce długie tarmosić

stawiać na nogi na rękach nosić

podnosić z podłogi kiedy znów upadło

na krześle sadzać przytrzymać dziwadło

w pasie ręce zapleść na brzuchu nogi postawić

żeby nie spadło na podłogę spadnie i się zabić

może o mój Boże mój Boże wszystko beznadziejne

ono takie nieskładne nieporadne chwiejne boli

je coś chyba w środku jest łamliwe woli

widać pozostać takie niemożliwe trzeba je

zostawić sobie samemu i nie patrzeć na nie

nawet z ukosa ukradkiem może samo wstanie
Karuzela dla Krysi

Inne dzieci mówią o niej
ta Krysia co nie mówi
ale ona nie wie o tym
i nie odpowie
Bo nie ma słów dla Krysi

Ale Krysia dobrze wie
co do niej mówi karuzela
co obiecuje i czym kusi
i że dotrzymać umie słowa

Na pewno ją weźmie wysoko
i uniesie nad ziemię
będzie jej mówić
w języku karuzel
że jest coś dobrego na świecie
wirowanie
i kręcenie
śmiech
i łapanie cienia
I że życie
życie jest dobre
kiedy trochę zawróci w głowie

Wszystko wtedy mówi Krysi
że ma rację ta karuzela

Obcy

Jeżeli nie znasz żadnego kosmity
Przyjdź do nas
Poznasz go
gdy siedzi
przy naszym stole
w kuchni
i je zupę ogórkową

Obcy
składa się przeważnie
z wody
jak my wszyscy
tu zebrani
Ma lekko odstające uszy
i krzywy zgryz
bo ortodonci nie leczą kosmitów

Myśli obrazami
jakby miał w głowie projektor
Ale nie łudź się
To nie film
science fiction

kiedy krzyczy
albo płacze
Obcy ma uczucia
i powody

Jego łzy
takie same
jak łzy twojego dziecka
ale w nich ściśnięta do kropli
rozpacz tego świata

Niektórzy chcieliby go wysłać w kosmos

Ale on uparty jest
przybył do nas
i chce mieszkać między nami

Gdzie jego stół
jego łóżko
i jego zupa ogórkowa

Ona nie wie jeszcze
Mijam ją chyba czasem na ulicy.
Idzie spokojna i prowadzi wózek.
Wózek pnie się w górę. Dziecko rośnie.
Nic, co było otwarte nie jest zamknięte
Wyjście jest jedno, a dróg tysiące.

Chyba czytam jej listy w internecie.
Na forum dla matek pyta kiedy podać marchewkę?
Mąż jej mało pomaga, chce schudnąć pięć kilo,
czuje się zmęczona, chce wrócić do pracy,
a na razie ogranicza kontakty z teściami.

Niczego nie planuje, nie ma większych ambicji,
Tenis i jazda konna - przesada, angielski -tak,
to dzisiaj podstawa.
Żeby było szczęśliwe. Dobra szkoła. Kiedyś.
Kreatywność. Twórczość. Żeby było sobą.

Każde dziecko rozwija się w swoim tempie.
Einstein też nie mówił do trzeciego roku życia

Ona nie wie jeszcze.
Na razie cieszy się, że dziecko jest zdrowe
i ładnie przybiera na wadze.
Tworzenie świata
( plątanie)

Już się świat tworzył
Już był na rozbiegu
Miał już okręcić się wokół niego
I znaczenie miał mieć gdzie popadnie
Wszędzie układać miało się dokładnie

Wiadomo dlaczego
Żeby nic nie spadło
Z niego

Ale nic nie wyszło bo nie trzymało
Odczepiło się gdzieś i pokołowało
Świat rozleciał się i puściły sznurki
Popękały zaczepy i dziurki

Wiadomo czemu
Bo świata nie da się zrobić samemu

Wtedy wybiegł z domu i krzyczał ze złości
Mały wariat nieletnie diable w piórach
Świat

Znam chłopca
który nim zaczął mówić
postradał słowa

Słowa nie trzymały się niczego
Opadały jak strzępki papieru podarte
cudzą ręką

Padał śnieg
padał deszcz
padały słowa

Forma przechadzała się obok treści
po ścieżkach w jego głowie
gdzie wydreptała inny chaos
niż ten który znamy

Któregoś dnia
jakieś słowo wpadło mu do głowy
i trafiło tam gdzie było światło
Wypączkował z niego świat
na cienkiej łodydze
i bujał się jak balon na nitce
poruszany dźwiękami

Ludzie mówili
że to nic nie znaczy
Że to echo
odbity cień znaczenia
zatykali mu oczy żeby nie szedł za nim
odludną drogą

Ale to jedno słowo
mówiło mu o wszystkim
i ani słowa więcej
jestem
jesteś
jestem
Pantomima
Matkom specjalnej beztroski


Dziś odegrała starą pantomimę,
bez słów choroba przeszła jej przez gardło.

Jej dzieciak w sklepie rozkrzyczał się głośno
(Rozstrzelać matkę !) Padło kilka spojrzeń.
I trup się ściele na podłodze ,dziecko
głos ma donośny ,wali się po głowie.

Pora zatańczyć, nim ją podziurawią
wszystkie końcówki statystycznych pików,
uwierać mogą - lecz nie na widoku.

Miotacz spojrzenia i głowa wysoko.
Trudno, niech się drze, wszystko pod kontrolą.
Wrzaski łagodnie unisono ręką
w tunel wprowadzić miękko głaszcząc głowę.
Bardzo cię proszę uspokój się wreszcie

Dezorientacja sunie już po szynach
z pytań co wiszą jak śledzie na sznurku.
Z każdego oka belka się wysuwa,
ostro spojrzeniem wkłuwa się do środka:
O co tu chodzi ? Czy skórę mu złoi?

W ostatnich krokach tego menueta
przytulić dziecko i dostać od niego
w gębę na odlew
I nic nie powiedzieć

Cisza zapadła się miękko w domysłach

Aaa, już wiadomo
chore umysłowo

Zapłacić w kasie ,wyjść prosto po linie,
która wystaje z każdej pary oczu.
Potem się potknąć na własnym zakręcie.
Zdjąć buty,
cisnąć w obolałe serce.


List w przyszłość

Kiedy będziesz wysoko, pomiędzy piętrami
a stukot moich butów umilknie na dobre
- nie biegnij za mną, nie szarp klamek.
Zejdę po schodach z twoim lękiem we mnie,
zamkną mi w oczach strach o ciebie

A ja już tylko w tobie przeplatać się będę,
urywkiem szyfru w żyłach, kruchą nicią w kodzie.
Półnutą w innej partyturze,
ukrytym dźwiękiem w kakofonii.
Nie wiem jak wtedy ci odpowiem:
Nie bój się, wszystko będzie dobrze...

 
1 , 2