Matkom specjalnej beztroski
Dziś odegrała starą pantomimę,
bez słów choroba przeszła jej przez gardło.
Jej dzieciak w sklepie rozkrzyczał się głośno
(Rozstrzelać matkę!) Padło kilka spojrzeń.
I trup się ściele na podłodze ,dziecko
głos ma donośny, wali się po głowie.
Pora zatańczyć, nim ją podziurawią
wszystkie końcówki statystycznych pików,
uwierać mogą - lecz nie na widoku.
Miotacz spojrzenia i głowa wysoko.
Trudno, niech się drze, wszystko pod kontrolą.
Wrzaski łagodnie unisono ręką
w tunel wprowadzić miękko głaszcząc głowę.
Bardzo cię proszę uspokój się wreszcie
Dezorientacja sunie już po szynach
z pytań co wiszą jak śledzie na sznurku.
Z każdego oka belka się wysuwa,
ostro spojrzeniem wkłuwa się do środka:
O co tu chodzi? Czy skórę mu złoi?
W ostatnich krokach tego menueta
przytulić dziecko i dostać od niego
w gębę na odlew
I nic nie powiedzieć
Cisza zapadła się miękko w domysłach
Aaa, już wiadomo
chore umysłowo
Zapłacić w kasie, wyjść prosto po linie,
która wystaje z każdej pary oczu.
Potem się potknąć na własnym zakręcie.
Zdjąć buty,
cisnąć w obolałe serce.