Kiedy będziesz wysoko, pomiędzy piętrami
a stukot moich butów umilknie na dobre
- nie biegnij za mną, nie szarp klamek.
Zejdę po schodach z twoim lękiem we mnie,
zamkną mi w oczach strach o ciebie.
A ja już tylko w tobie przeplatać się będę,
urywkiem szyfru w żyłach, kruchą nicią w kodzie.
Półnutą w innej partyturze,
ukrytym dźwiękiem w kakofonii.
Nie wiem jak wtedy ci odpowiem:
Nie bój się, wszystko będzie dobrze...